Nasz kierowca punktualnie o 10 czekał przed hotelem, dziś mogliśmy się wyspać bez ciśnienie że trzeba wcześnie wstawać. Po drodze musimy odwiedzić bankomat, bo kasa się kończy. Nie pamiętam czy to pisałem:)tu w każdym bankomacie siedzi chyba ochrona. Dziadek na krzesełku, czasami coś zagada, czasami patrzy ile się kasy wypłaca.
Fort Amber leży kilka kilometrów od miasta, nasz tuk tuk pędzi i po kilku minutach ukazuje się imponująca budowla na wzgórzu. Parkujemy i idziemy do miejsca gdzie czekają słonie na turystów. Wstęp jest tam zabroniony, no ale wiadomo. Ja muszę wejść wszędzie, a jak coś zabronione to, to jest właśnie miejsce dla mnie. Za murem stoją pięknie wymalowane słonie. Wielkie imponujące, machające trąbami, szkoda że muszą w taki sposób być wykorzystywane przez człowieka. Koszt wjazdu do fortu to 600 rupii, ale nie wiem czy od słonia, czy od osoby. Nie interesują mnie takie atrakcję, ale z ciekawości o cenę się zapytałem. Kręcę się między słoniami, aż do momentu gdzie ochrona nas wygania. Nie płacisz to spływaj. Na górę idziemy droga dla słoni, również nie można, ale ja mam to głęboko w dupie. Nikt nie będzie mi mówił jak mam iść. Jedne słonie idą w górę z białym balastem, inne wracają już puste. Idą spokojnie, wolno i mają wszystko równie głęboko jak ja. Fort z bliska wygląda fajnie, mnie nie powala. Dla mnie najładniejszy jest w Gwalior. Ten jest o wiele większy, ale nie taki piękny jak w Gwalior. Tu tłumy, głównie zorganizowane grupy białych. Idących tam gdzie pilot zawoła. Tragedia!!! Bilet wstępu do fortu to koszt 200 rupii. Na całe szczęście można znaleźć miejsca gdzie jest się samemu. Widok z góry tęż ok. Dla mnie jednak największa atrakcją tu są słonie.